Jak zachować człowieczeństwo, gdy odbiera się poród w miejscu zaprojektowanym do odbierania ludziom życia? Odpowiedź daje historia Stanisławy Leszczyńskiej, polskiej położnej więzionej w Auschwitz-Birkenau, która przyjęła około 3000 porodów. Wyjaśniam, kim była, w jakich warunkach pracowała, jaki los spotykał noworodki i dlaczego jej sprzeciw wobec nazistowskiego systemu pozostaje tak ważny.
Najważniejsze fakty o położnej, która ratowała matki w Auschwitz
- Stanisława Leszczyńska była łódzką położną, więźniarką Auschwitz-Birkenau.
- W obozie przyjęła około 3000 porodów, często bez odpowiednich narzędzi, leków i wody.
- Według jej relacji żadne dziecko nie zmarło podczas samego porodu, choć wiele noworodków umierało później z głodu, chorób lub w wyniku zbrodniczych decyzji obozowych.
- Odmówiła wykonania rozkazu zabijania nowo narodzonych dzieci.
- Jej wspomnienia znamy przede wszystkim z „Raportu położnej z Oświęcimia”.

Kim była Stanisława Leszczyńska przed wojną
Stanisława Leszczyńska urodziła się 8 maja 1896 roku w Łodzi. W młodości pomagała ubogim, a po ślubie z Bronisławem Leszczyńskim wychowała czworo dzieci. W latach dwudziestych ukończyła szkołę położnych i przez około 40 lat pracowała przy porodach.
Nie była więc osobą przypadkowo skierowaną do obozowego szpitala. Miała doświadczenie, dobrą opinię i praktyczną wiedzę, którą zdobywała jeszcze przed wybuchem wojny. Z jej wspomnień wynika, że zdarzało jej się pracować nawet przez trzy doby bez snu. Ta wytrzymałość miała później znaczenie w Auschwitz, choć warunki obozowe przekraczały wszystko, z czym mogła spotkać się wcześniej.
W czasie okupacji rodzina Leszczyńskich pomagała osobom zagrożonym przez Gestapo. W lutym 1943 roku Stanisława została aresztowana i trafiła do Auschwitz-Birkenau. Otrzymała numer więźniarski 41335, a jej córka Sylwia, studentka medycyny, również znalazła się w obozie i pomagała matce.
| Etap życia | Najważniejszy fakt |
|---|---|
| 1896 rok | Urodziła się w Łodzi. |
| 1916 rok | Wyszła za mąż za Bronisława Leszczyńskiego. |
| Lata dwudzieste | Ukończyła szkołę położnych. |
| Luty 1943 roku | Została aresztowana wraz z rodziną. |
| 17 kwietnia 1943 roku | Została przywieziona do Auschwitz-Birkenau. |
| 1965 rok | Opublikowano jej wspomnienia znane jako „Raport położnej z Oświęcimia”. |
Już ten życiorys pokazuje coś istotnego. Leszczyńska nie była symbolem stworzonym dopiero po wojnie. Najpierw była fachową, doświadczoną kobietą, która w obozie wykorzystała swoje umiejętności w sytuacji niemal całkowicie pozbawionej ludzkich warunków.
Jak wyglądały porody w Auschwitz-Birkenau
Po przybyciu do obozu Leszczyńską skierowano do pracy przy więźniarkach ciężarnych. Porody odbywały się w wydzielonej części obozowego baraku, początkowo w bardzo złych warunkach sanitarnych. Nie było normalnej sali porodowej, wystarczającej liczby narzędzi, środków dezynfekcyjnych ani leków.
Izba położnicza liczyła około 30 koi oddzielonych kotarą. Kobiety rodziły na prymitywnym, ceglanym kanale pieca ciągnącym się wzdłuż baraku. W pobliżu znajdowały się chore więźniarki, a brak wody, brud, wszy i choroby zakaźne zwiększały ryzyko śmierci zarówno matek, jak i dzieci.
W takich warunkach położna musiała polegać przede wszystkim na doświadczeniu, intuicji i improwizacji. Nie mogła liczyć na nowoczesną aparaturę ani sterylne procedury. Zamiast tego organizowała pomoc, zdobywała wodę, pilnowała matek i robiła wszystko, aby noworodki mogły przeżyć pierwsze godziny.
Według jej własnej relacji przyjęła w obozie około 3000 porodów. Historycy słusznie traktują tę liczbę jako przybliżenie, ponieważ nie zachowała się pełna dokumentacja wszystkich porodów. Najważniejsze nie jest jednak samo dokładne wyliczenie, lecz skala pracy wykonywanej przez jedną kobietę w miejscu, w którym każdy poród był aktem sprzeciwu wobec systemu zagłady.
Jaki los spotykał matki i noworodki
Poród nie oznaczał w Auschwitz początku bezpiecznego życia. Dla matki i dziecka był raczej początkiem kolejnej walki. Kobiety były skrajnie niedożywione, wycieńczone i narażone na infekcje, a noworodki nie otrzymywały odpowiedniej żywności ani opieki.
Los dziecka zależał między innymi od jego pochodzenia, wyglądu oraz momentu narodzin. Żydowskie noworodki znajdowały się w szczególnie tragicznym położeniu, ponieważ nazistowska polityka wobec Żydów zakładała ich całkowitą zagładę. W przypadku części dzieci nieżydowskich sytuacja z czasem się zmieniała, ale przeżycie nadal było czymś wyjątkowym.
Na początku 1943 roku noworodki niektórych więźniarek były zabijane tuż po urodzeniu. Później część dzieci pozostawiano przy matkach, lecz obóz nie zapewniał im mleka, odzieży ani warunków higienicznych. Wiele umierało z głodu, chorób i wycieńczenia, nawet jeśli sam poród przebiegł bez komplikacji.
Według relacji Leszczyńskiej żadne z dzieci, które odebrała, nie zmarło podczas samego porodu. Nie oznaczało to jednak, że zostały ocalone. Z około 3000 urodzonych dzieci do wyzwolenia obozu miało doczekać około 30 noworodków. Ta liczba pokazuje różnicę między pomyślnym przyjęciem porodu a realnym uratowaniem życia.
Przeczytaj również: Generałowie SS: ich kontrowersyjne dziedzictwo i wpływ na historię
Dzieci przeznaczone do germanizacji
Część dzieci o wyglądzie uznanym przez Niemców za „wartościowy rasowo” odbierano matkom i kierowano do germanizacji. Oznaczało to próbę odebrania im tożsamości, języka i więzi z rodziną. Wspomnienia dotyczące niewidocznych znaków wykonywanych dzieciom przez Leszczyńską pokazują, że nawet w takich warunkach więźniarki próbowały stworzyć możliwość późniejszego rozpoznania dzieci.
Ten fragment historii bywa pomijany, gdy opowieść sprowadza się do wzruszającego obrazu położnej ratującej niemowlęta. Ja widzę w nim przede wszystkim dowód działania całego nazistowskiego mechanizmu. Zbrodnia nie polegała wyłącznie na zabijaniu, lecz także na systematycznym odbieraniu rodzinom prawa do własnej historii.
Dlaczego sprzeciw Leszczyńskiej był tak wyjątkowy
W obozie koncentracyjnym rozkaz wydany przez lekarza SS mógł oznaczać natychmiastową śmierć. Leszczyńska wspominała, że otrzymała polecenie zabijania nowo narodzonych dzieci. Odmówiła, odpowiadając krótko: „Nie, nigdy”.
Nie był to gest symboliczny ani bezpieczny akt nieposłuszeństwa. Odmowa mogła doprowadzić do jej śmierci, a także zagrozić innym więźniarkom. Mimo to położna nadal odbierała porody, opiekowała się matkami i nie zgodziła się uznać, że dziecko urodzone za drutami nie ma prawa do życia.
Trzeba jednak zachować proporcje. Leszczyńska nie mogła pokonać systemu i nie mogła uratować wszystkich dzieci. Mogła ratować matki, pomagać przy porodach, podtrzymywać nadzieję i odmawiać udziału w morderstwie. Właśnie ta ograniczona, ale konsekwentna forma oporu nadaje jej historii wiarygodność.
Współwięźniarki nazywały ją Mateczką i „Aniołem Życia”. Nie chodziło tylko o jej umiejętności zawodowe. W obozie równie ważne były troska, spokojny głos, pomoc przy karmieniu i zwykłe przekonanie, że rodząca kobieta nadal jest człowiekiem, a nie numerem zapisanym w obozowej ewidencji.
Co zachował jej „Raport położnej z Oświęcimia”
Leszczyńska spisała swoje wspomnienia po wojnie. Jej raport opublikowano w 1965 roku w „Przeglądzie Lekarskim”. To jedno z najważniejszych świadectw dotyczących porodów w Auschwitz, ale należy czytać je razem z relacjami innych więźniarek i dokumentami obozowymi.
Raport ma szczególną wartość, ponieważ opisuje obóz z perspektywy osoby wykonującej konkretny zawód. Nie skupia się wyłącznie na wielkich decyzjach politycznych. Pokazuje brak wody, prymitywne miejsce porodów, walkę o kawałek materiału na pieluchę i konieczność powrotu matki do pracy krótko po porodzie.
Jednocześnie trzeba unikać dwóch częstych błędów. Pierwszym jest przedstawianie liczby 3000 jako dokładnego, bezdyskusyjnego rejestru. Drugim jest twierdzenie, że Leszczyńska uratowała wszystkie dzieci, które urodziły się przy jej pomocy. Uratowała godność matek i zrobiła wszystko, co było możliwe, ale nazistowski system doprowadził do śmierci zdecydowanej większości obozowych noworodków.
Po wojnie wróciła do Łodzi i ponownie pracowała jako położna. Zmarła 11 marca 1974 roku. Jej imię noszą między innymi ulice, placówki medyczne i miejsca pamięci, a jej proces beatyfikacyjny jest prowadzony przez Kościół katolicki.
Co z tej historii powinno zostać z nami
Historia Stanisławy Leszczyńskiej nie jest wyłącznie opowieścią o bohaterstwie jednej osoby. To także lekcja o tym, jak działał nazistowski system, który próbował decydować o tym, kto może się urodzić, kto ma prawo przeżyć i jakiej tożsamości wolno mu używać.
Najuczciwiej pamiętać o niej bez upiększeń. Była fachową położną, więźniarką i świadkiem zbrodni. Nie dysponowała siłą polityczną ani realną ochroną, ale w granicach własnych możliwości chroniła kobiety i dzieci, odmawiając wykonania rozkazu, który przekraczał najbardziej podstawowe granice człowieczeństwa.
Dla mnie właśnie ten szczegół ma największą wagę. W Auschwitz Leszczyńska nie mogła zmienić całego świata, lecz przy każdym porodzie przypominała, że nawet w miejscu stworzonym przez nazistów do niszczenia życia człowiek nadal może wybrać pomoc, odwagę i odpowiedzialność.
